Z obozem na okładce

Wikipedia
Pamiętam, jak w połowie lat osiemdziesiątych uczestniczyłem w wykładzie na temat propagandy i sposobach medialnego manipulowania rzeczywistością. Prelegent pokazał nam wtedy propagandowy film sporządzony przez Organizację Wyzwolenia Palestyny. Czarno-biały, pokazujący niedolę palestyńskich Arabów w obozach dla uchodźców. W ujęcia zgrabnie wklejono obrazy z dziećmi w pasiakach. Po raz pierwszy zetknąłem się wtedy z arabską propagandą odwołującą się w swoim przekazie do motywu Zagłady.

Potem pojawiły się irańskie konkursy – ostatnio w jednym z nich wyróżniono belgijskiego nauczyciela z katolickiej szkoły.


No a teraz Gazeta Polska swoją okładką z dziećmi w pasiakach i tytułem „Niemcy zabierają Polakom dzieci” dołączyła nas do czołówki.

W gruncie rzeczy antyniemieckie sentymenty to u nas nic nowego. I niezależnie od orientacji politycznej. Począwszy od „Niemcy mnie biją” posła Rokity, poprzez zachowanie na lotnisku we Frankfurcie posła Protasiewicza. Ciekawe zresztą, że niemieckie lotniska wywołują ten rodzaj agresji. Podróżując, bywałem na kilku z nich, wino pijałem, a zdarzało się, że i piwo. I jakoś nigdy nie wpadłem na pomysł zahajlowania umundurowanemu Niemcowi.

No, ale zostawmy picie wina na lotnisku i wróćmy do okładki Gazety Polskiej. Można się z Gazetą nie zgadzać, można z nią polemizować, można gardzić, nie czytać. Ale nie można przyjąć, że w jej kolegium redakcyjnym siedzą głupi ludzie. Nie można też przyjąć, że decyzję o porównaniu na okładce aktualnych niemieckich urzędów z hitlerowskimi podjęto w pijanym widzie. No, chyba że ktoś ma na to poważne dowody.

Skoro podjęli ją ludzie w miarę inteligentni i poczytalni, możemy mieć do czynienia z dwoma scenariuszami:

– Są zdania, że pomiędzy niemieckimi instytucjami czasu wojny a obecnymi można postawić znak równości. Każdy, kto ma podstawową wiedzę na temat II wojny światowej, a w najgorszym razie obejrzał serial „Polskie drogi” wie, że to nieprawda. Chyba że jest kompletnym nieukiem.

– Doszli do wniosku, że takie porównanie spodoba się czytelnikom. Tym Polakom w Polsce urodzonym, którzy za granicę nosa nie wyściubią. Którzy głośno protestują, gdy w zagranicznych mediach pojawi się wzmianka o „polskich-sami-wiecie-czym”. Dla których tamten czas to tatuaż z kotwicą, bejsbolowa pała z Antkiem Rozpylaczem czy koszulka z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”. Dla których druty i pasiaki to co najwyżej symbol „wykonania przez Hitlera dobrej roboty”. Bez skojarzeń z tatuażem na przedramieniu dziadka, bez skojarzeń z lukami w rodzinnej genealogii, bez świeczek w Palmirach i setkach podobnych miejsc.

Wredna okładka dla wrednych, niedouczonych ludzi. Będąc niepoprawnym optymistą, mam ciągle nadzieję, że wciąż nie ma ich aż tak wielu.

A kiedy znowu zareagujemy na kolejne „polskie-sami-wiecie-co”, to przypomnijmy sobie okładkę z dziećmi za drutami. I przestańmy oburzać się czy dziwić.
Trwa ładowanie komentarzy...