“…Dobrze, że jesteście. Pomożecie nam, będziecie spalać zwłoki."

Przed premierą w Muzeum Historii Żydów Polskich
Przed premierą w Muzeum Historii Żydów Polskich własne
Istnieje pogląd , że oglądanie filmów fabularnych o Zagładzie to strata czasu.

Gdy na ekrany wchodził “Pianista”, poszedłem na premierę ze swoją Matką – wyprowadzoną w wieku lat siedmiu z warszawskiego getta. Z całego filmu najostrzej zapamiętałem scenę, gdy Szpilman wychodzi z grupą roboczą na aryjską stronę i widzi targ – z jego oszałamiającą paletą kolorów, bochnami chleba na straganach, kwiatami… Kiedy powiedziałem o tym Matce, okazało się, że właśnie ta scena przypomniała jej, jak Babcia Irena (odznaczona medalem Sprawiedliwych) zabrała ją tuż po wyjściu z getta na targ.Te same kolory, Ta sama obfitość , te same zapachy – do zapamiętania najmocniej, bardziej niż ruiny i sterty trupów.

I wtedy widok bochnów i kolorowych kwiatów na straganach stał się dla mnie kamyczkiem-elementem układanki mozaiki Zagłady. Jak dla wielu późniejsza karuzela na Placu Muranowskim.

Gdy jako chłopiec oglądałem w telewizji horrory, chciałem patrzyć na ekran, ale strach sprawiał, że mrużyłem oczy i obraz się rozpływał. Zamazany świat Zagłady oglądany oczami Szaula Auslandera zachowuje się podobnie. Trzeba się w nim przemieszczać szybko i zdecydowanie, we właściwym momencie stawać na baczność, błyskawicznym ruchem ściągając czapkę z głowy, nie zwracać uwagi na szczegóły. Sprawnymi ruchami zdejmować z kołków odzież zagazowanych Żydów. Tylko od czasu do czasu do umysłu wdzierają się pojedyncze obrazy, jak widok zakrwawionych kobiecych piersi w stercie trupów wiezionych do krematorium.

Ocalały z Sonderkommanda Shlomo Venezia powiedział w swojej relacji: “Staraliśmy się nie myśleć, żeby przeżyć kolejne kilka godzin”. Tak Nemes pokazał świat Geheimnistraeger – tragarzy tajemnic, jak poetycznie nazwali ich Niemcy -czyli nosicieli i spalaczy zwłok.

Niespokojna, wszędobylska praca kamery to jeden ze środków uczestniczenia w tym filmie, ale duże fragmenty Syna Szaula można oglądać z zamkniętymi oczami. Głosy więźniów porozumiewających się mieszanką języków, żydowskie modlitwy, szmery, szepty. Zagłada Nemesa poza niewieloma apokaliptycznymi scenami wydaje się być przeżyciem bardzo osobistym, zamkniętym.

Dopiero o wyjściu z sali kinowej zdałem sobie sprawę z tego, że muzyka pojawiła się na filmie po raz pierwszy podczas napisów końcowych.

Nie chcę pisać o wątku fabularnym, czy stopniu odwzorowania prawdy historycznej. Czytałem wprawdzie dosyć dużo o Sonderkommando, ale nie czuję się na siłach, by snuć rozważania na ten temat. Film zawiera nawiązania do faktów związanych z Zagładą w Birkenau (scena robienia zdjęcia dołów spaleniskowych, czy postać blokowego Mietka - prawdopodobnie wzorowana na Mieczysławie Katarzyńskim, "Krwawym Mietku", powieszonym w 1948 roku). Teoretycznie rzecz biorąc, opowiedziana w Synu Szaula historia mogłaby się zdarzyć, praktycznie wiemy z relacji ocalałych z Sonderkommanda, że nierzadko rozpoznawali w stosach trupów swoich najbliższych. I wrzucali ciała w ogień.

To prawda, fabularny film o Zagładzie nie może być dla nas źródłem wiedzy. Ale znajdziemy w nim z pewnością własne, osobiste kamyczki, które staną się częścią naszej osobistej mozaiki. Syn Szaula ten warunek spełnia.
Trwa ładowanie komentarzy...